Wojskowi

Analiza: Cywilny rynek pracy a przyszłe szeregi wojska

Część 2 – Nasza armia oraz szkolnictwo wojskowe 

Klasy mundurowe 

Szkoły ponadgimnazjalne jak grzyby po deszczu tworzą specjalne oddziały dla uczniów zainteresowanych pracą w służbach mundurowych. Obecnie w Polsce jest już ponad 220  takich szkól z klasami mundurowymi. Tworzenie przez dyrektorów tych placówek klas o profilach mundurowych ma na celu przyciągnięcie kandydatów do szkól w dobie walki o przetrwanie i niżu demograficznego. Resort obrony narodowej będzie wspierał tworzenie klas mundurowych w szkołach średnich – zadeklarował minister Tomasz Siemoniak.   Ministerstwo ON w ramach wsparcia zaproponowało dla uczniów w kolejnej nowelizacji ustawy z 21 listopada 1967 roku o powszechnym obowiązku obrony RP m.in. skrócenie służby przygotowawczej z czterech miesięcy do dwóch. Ogólnie wszyscy się zgodzą, że należy te inicjatywy jak najbardziej wspierać. Tym niemniej większość ekspertów ocenia, że zarówno szkoła jak i wojsko nie są w stanie dobrze przygotować kandydatów na żołnierza rezerwy. Odbije się to na ich jakości. A ilu ich będzie? I tak o wszystkim zdecyduje limit. W ocenie specjalistów tworzy się następny bubel prawny.

Licea wojskowe 

Niedawno szef MON ujawnił, że w resorcie  Obrony Narodowej  nie będą  przyznawane punkty za ukończenie klasy wojskowej w szkole ponadgimnazjalnej, o przyjęcie do uczelni wojskowych. W ogóle w MON zapomniano o tym, że wojsko miało całą sieć ogólnokształcących liceów wojskowych, które przygotowywały zasoby do dalszego kształcenia w szkołach wojskowych. Należy wspomnieć, że „licea wojskowe” rozpoczęły działalność już w latach 70, największy rozkwit przypada na lata 80, a likwidacja na połowę lat 90.

W dniu 17 kwietnia 2010 roku powołano do życia Stowarzyszenie Absolwentów Liceów Wojskowych „SALW-a”. Jednym z podstawowych celów Stowarzyszenia jest integracja środowiska absolwentów „liceów wojskowych”, rozproszonych we wszystkich służbach mundurowych oraz utrwalanie tradycji „szkół wojskowych dla małoletnich”. Stowarzyszenie próbuje rozliczyć ministerstwo z obowiązku,  o którym się zapomniało, a mianowicie o zaliczeniu nauki w szkole od 17 roku życia do wysługi. Pierwszy proces już wygrało. Jest tylko kwestia czasu, aby ten problem został uregulowany. W świadomości samych wojskowych, „oni” nie istnieją, w przebłysku wspomnienia czasami  określają to jako nieudany eksperyment.

Obecnie funkcjonuje na zmienionych zasadach tylko Ogólnokształcące Liceum Lotnicze w Dęblinie. Zadaniem Liceum jest przygotowanie kandydatów na studia w Wyższej Szkole Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie na kierunek - pilot samolotów odrzutowych. Jedna i jedyna szkoła w resorcie, do której kandydat badania lekarskie wykonuje na własny koszt (ok. 1800 zł). To nie jest szkoła dla ubogich dzieci, które mogą pozwolić sobie na tak kosztowne badania bez gwarancji na przyjęcie do szkoły.

Inżynier czy magister?

Od 2014 roku przy zmianie pragmatyki zmieniono wykształcenie przyszłych oficerów ze  studiów I stopnia (inżynier, licencjat) na studia II stopnia (magister). Po czterech latach znów wprowadzono obowiązek posiadania wykształcenia wyższego magisterskiego. Jednym z powodów było, jak to określono, podniesienie prestiżu żołnierzy w korpusie oficerów. Jak się bowiem okazuje ponad tysiąc szeregowych, czyli niespełna 4 % szeregowych posiada wykształcenie magisterskie. Tylko zapomina się, że ci magistrowie traktują pracę w wojsku jako czasowe zajęcie. Przy sprzyjających warunkach na rynku cywilnym czym prędzej zrezygnują, jak uświadomią sobie, że pracę mają  tylko na 12 lat i małe szanse na awans.

Czy zapomniano już o doświadczeniach i okresie, w którym wojsko prześcigało się w pomysłach, jak przyciągnąć przyszłych rekrutów? W lipcu z 2008 roku w „Gazecie Prawnej” można było przeczytać o przygotowaniach do zawieszenia poboru i przejścia na służbę zawodową: „Poszukujemy m.in. ratowników medycznych, kierowców, psychologów, specjalistów od łączności  i absolwentów kierunków technicznych (…). MON, obawiając się braku chętnych do służby, proponuje też obniżenie wymagań dla osób chcących rozpocząć służbę zawodową. W przyszłości do korpusu oficerów będą mogły wstąpić osoby, które ukończą studia licencjackie lub uzyskają tytuł inżyniera (obecnie wyłącznie po uzyskaniu tytułu magistra).

Nasza armia w liczbach

Obecnie siły zbrojne etatowo liczą 120 tys. żołnierzy, w tym 20 tys. ochotników na przydziałach kryzysowych w czasie pokoju w Narodowych Siłach Rezerwowych. Należy przypomnieć jaki był stan sił zbrojnych w okresie transformacji ustrojowej. W 1988 roku w wojsku służyło 113 tys. kadry zawodowej oraz 234 tys. żołnierzy służby zasadniczej. W 1989 roku odpowiednio: 104 tys./210 tys., zaś w 1990 roku: 92 tys. /169 tys.

Oficjalnie armię zawodową mamy od  2010 roku. Ostatnie wcielenie do zasadniczej służby wojskowej odbyło się 4 grudnia 2008 roku, ale dopiero po prawie dwóch latach, 4 października 2010 roku powołano pierwszych ochotników do służby przygotowawczej.

W wojsku służy ponad 41 tys. szeregowych oraz 35 tys. podoficerów. Korpus oficerski liczy 20 tys. żołnierzy. Razem żołnierze zawodowi stanowią około 96-97 tys. liczebności Sił Zbrojnych RP. Do tego należy dodać jakieś 2,5 tys. osób pobierających naukę w służbie kandydackiej oraz ok. 10 tys. żołnierzy NSR.  Na 120 tys. stan etatowy armii mamy niecałe 110 tys. żołnierzy zawodowych, w służbie kandydackiej oraz NSR. W rzeczywistości wszystkie te dane liczbowe się zmieniają, to stan chwilowy, zaokrąglony w górę lub w dół.

Zawodową służbę wojskową w polskiej armii pełnią 3363 kobiety, z czego 1079 w korpusie oficerskim, 729 w podoficerskim oraz 1555 w korpusie szeregowych. Tak naprawdę to nie mamy i nie będziemy mieli stutysięcznej armii zawodowej. Oprócz braków kadrowych, zawsze pozostanie bufor 1-2 tys. stanowisk wolnych, bo bez tego nie byłoby polityki kadrowej i możliwości przesuwania (przeniesienia, awansu) kadry na stanowiskach. Faktycznie aby mieć taką armię powinniśmy mieć etatowo na papierze 105 tys. żołnierzy.

Większą siłę kadrową w służbach mundurowych stanowi policja. Na dzień 1 stycznia 2014 roku w policji stan etatowy wynosił 102 309, przy  zatrudnieniu 97 667 policjantów, w tym 13 926 szeregowców . 

Ze służby zgodnie z prognozami odchodzi co roku 3000-3500 żołnierzy

W 2011 odeszło do cywila – ponad 7,2 tys.  żołnierzy. W 2012 z mundurem rozstało prawie 6 tys. osób. W  ciągu tych dwóch lat odpływ kadry był dwa razy większy niż zaplanowali kadrowcy z MON. Zaistniała sytuacja zaburzyła relacje odpływu i dopływu nowych kadr do służby zawodowej. Rok 2013 był rokiem ustabilizowania się wysokiego odpływu (3,1 tys., z tego prawie połowa to szeregowi). Sytuacje, że mundurowi rezygnują ze służby po 15 latach są sporadyczne, czyli po nabyciu praw do podstawowej emerytury wojskowej. 

Odchodzą w większości z wysługą wynoszącą około 25 lat. A tych, którzy służyli w armii przez 30 lat jest zaledwie 1,5 proc. Należy zaznaczyć, że w przypadku szeregowych to dopiero początek. Corocznie odsetek zwalnianych będzie się zwiększał i podlegał różnym wahnięciom i nastrojom. Korpus szeregowych istnieje od 2004 roku i służba pełniona w tym korpusie nie może obecnie przekroczyć 12 lat. Wlicza się do tego okres odbytej zasadniczej służby wojskowej oraz nadterminowej zasadniczej służby wojskowej.

Należałoby się zastanowić, po wprowadzeniu minimalnej wysługi do nabycia praw emerytalnych 25 lat nad możliwością wydłużenia  służby w tym korpusie z uwzględnieniem rodzaju pełnionej służby np. w desancie 15 lat, inne rodzaje 18-20 lat, tak aby uelastycznić okres pełnionej służby i wykorzystać nabór wewnętrzny. Tak w przypadku tych na nowych zasadach emerytalnych, a ci co służą do 12 lat, powinni warunkowo otrzymać dodatkowy bufor dwuletni do 14 lat służby. Na pewno resort się nie zgodzi na to, aby szeregowy nabył prawa do częściowej emerytury, zwłaszcza że zasób uprawnionych do tego świadczenia w resorcie się kurczy, a przy tym jest mocnym obciążeniem dla budżetu MON.  Ale jak na razie problem przeniesienia szeregowych jest taki: najlepiej się zwolnić i znowu pukać do drzwi WKU.

Uczelnie wojskowe

Obecnie w Polsce działa pięć wyższych uczelni wojskowych, ale tylko cztery kształcą kandydatów na przyszłych oficerów: Akademia Obrony Narodowej, Wojskowa Akademia Techniczna i Akademia Marynarki Wojennej oraz dwie wyższe szkoły zawodowe: Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Lądowych i Wyższa Szkoła Oficerska Sił Powietrznych. Funkcjonują one na takich samych zasadach jak uczelnie cywilne.

Uczelnie wojskowe przeżywają prawdziwe oblężenie. W 2013 roku o przyjęcie walczyło niemal 6 tys. chętnych. Średnio na 1 miejsce przypadało aż 12 kandydatów  – to sześć razy więcej niż w 2007 roku. Z danych MON wynika, że w wojskowych szkołach wyższych studiuje ponad 2 tys. podchorążych oraz 22 tys. studentów cywilnych.  Obecnie trwają prace nad planowaną reformą szkolnictwa wojskowego. Rozpatrywane są trzy warianty. Pierwszy to stworzenie jednej uczelni wojskowej. Drugi zakłada, że powstaną dwie uczelnie wiodące utworzone na bazie Akademii Obrony Narodowej i Wojskowej Akademii Technicznej. Wariant trzeci to konsolidacja funkcjonalna i programowa przy zachowaniu obecnej struktury.

Termin wdrożenia zmian nie został jeszcze ustalony. Prawdopodobnie korekta przepisów miałaby nastąpić w 2015 roku, tj. tak, aby nowe zasady organizacyjne mogły wejść w życie z początkiem roku akademickiego 2016/2017. Należy przypomnieć, że 2009 był ostatnim rokiem w uczelniach wojskowych, kiedy przyjęto na studia stacjonarne oraz do studium oficerskiego 1300 kandydatów na żołnierzy zawodowych. Później przyszło załamanie. W 2010 roku przyjęto 448  kandydatów, w latach następnych powoli zaczęto zwiększać limit miejsc, by osiągnąć 693  w 2014 roku, czyli połowy stanu z 2009 roku.

Tak naprawdę w uczelniach wojskowych powinno kształcić się 4-5 tys. podchorążych,  aby normalnie zrównoważyć system corocznego odpływu kadry. Jakie są prawdziwe powody reformy szkolnictwa wojskowego? Nie wiadomo, bo ilu decydentów tyle opinii. Zapewne tak naprawdę tego się nie dowiemy. Ale wszyscy wierzą, że mamy za dużo uczelni na taką armię. Mają one bardzo dobre lokalizacje, ponadto w cywilu wyrobiły sobie własną renomę, a markę łatwo zniszczyć (AMW, WAT). Po liczbie studentów cywilnych widać znaczne zainteresowanie studiami.Likwidacja będzie na rękę zapewne jakiemuś lobby. Z reguły reformy pociągają za sobą zmiany struktury oraz kadrowe, przez co może dojść do odpływu wartościowej kadry dydaktycznej, a to będzie rzutować w przyszłości na jakość kształcenia.

A jak było z wojskową uczelnią kształcącą medyków? Teraz to są konsekwencje braku  lekarzy w wojsku, a oto pamiątka: Uniwersytecki Szpital Kliniczny im. Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi.

Studium oficerskie

Jeszcze w 2009 roku ilość miejsc do studium oficerskiego była porównywalna do studiów stacjonarnych w stosunku 575/725 miejsc, w 2014 roku to już 38 /553. Ministerstwo wycofało się z tej formy kształcenia ze względu na niski poziom przygotowania przyszłych oficerów do służby wojskowej. Obecnie pozyskuje się kandydatów z wykształceniem magisterskim w specjalnościach, w których wojsko nie prowadzi kształcenia lub ma trudności z pozyskaniem kandydatów, traktując tę formę jako nabór uzupełniający. Szkolenie odbywa się na bazie WSOWL we Wrocławiu i WSOSP  w Dęblinie. Tą drogą pozyskuje się prawników, finansistów, muzyków, lekarzy, duchownych, informatyków podczas przeszkolenia 3; 8,5; 12 miesięcznego oraz 24 miesięcznego na pilota. W efekcie zmniejszenia limitów dla cywilnych magistrów zwiększono limity na 6 miesięczne szkolenie dla podoficerów zawodowych, posiadających wyższe wykształcenie.

Dla porównania jak przedstawia się zależność w naborze wewnętrznym, czyli jak z podoficera zrobić oficera na 6 miesięcznym  studium oficerskim: limit przyjęć w 2009 roku wynosił 28,  w kolejnych latach: 71, 221, 113, 155, a w 2014 roku – 122 .

Armia przegrywa wojnę o lekarzy

Kiedyś decydentom wydawało się, że lekarze do wojska będą się pchali drzwiami i oknami. Te prognozy okazały się błędne i fatalne w skutkach.  Co czwarty etat przeznaczony dla medyka jest nieobsadzony. W wojsku od dawna brakuje lekarzy. Wystarczy przypomnieć, że do pracy w Polskim Kontyngencie Wojskowym w Afganistanie w szpitalu polowym w Ghazni na mocy międzynarodowych porozumień przyjęto lekarzy z Ukrainy.

W związku z tym wojsko stopniowo redukuje etaty lekarskie. W 2008 roku było ich 1802, w 2010 roku – 1600, a w 2011 roku – 1311. Jednym z powodów braku zainteresowania służbą jest to, że w cywilnej służbie zdrowia zarabia się lepiej. Do końca czerwca 2013 roku aż jedna czwarta etatów przeznaczonych dla wojskowych lekarzy pozostawała nieobsadzona. Sytuacja jest jednak lepsza niż w 2009 roku,  gdy wolnych etatów było aż 40 procent. Z danych z 2013 roku wynika, że w armii pracowało 759 lekarzy.  W 2010 roku z mundurem pożegnały się na własną prośbę aż 164 osoby. Do końca lipca 2013 roku takich odejść było 41. Jednocześnie przyjęto do służby 33 medyków .

Sytuację miało poprawić pozyskiwanie kandydatów na lekarzy-oficerów wśród studentów czwartego roku cywilnych uczelni medycznych. Ale chętnych było niewielu. W roku akademickim 2009/2010 na 120 wolnych miejsc zgłosiło się zaledwie 37 chętnych .

W systemie szkolnictwa wojskowego (po likwidacji w 2003 roku Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi) funkcjonowały 3 modele pozyskiwania i przygotowania przyszłych kadr oficerskich w korpusie osobowym medycznym, które obejmują:

  • studentów cywilnych uczelni medycznych, którzy uzyskali zaliczenie II semestru (I rok studiów) i kontynuują naukę w macierzystej uczelni;
  • absolwentów cywilnych uczelni medycznych posiadających prawo wykonywania zawodu w specjalności medycznej poprzez 3 miesięczne studium oficerskie w WSOWL we Wrocławiu;
  • od 2010 roku studia na pierwszym roku studiów stacjonarnych w Uniwersytecie Medycznym w Łodzi w ramach limitu MON .

Od 2010 roku przyjęto główny kierunek pozyskania medyków wojskowych poprzez kształcenie na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi. W 2011 roku o 60 miejsc ubiegało się 364  kandydatów, czyli 6 na jedno miejsce. W 2012 roku o 70  miejsc walczyło 500 kandydatów, czyli 7 na jedno miejsce. W 2013 roku o 60 miejsc walczyło 500 kandydatów, czyli 8 na jedno miejsce. W 2014 roku limit ustalono na 60 miejsc.

Poprzez 3 miesięczne studium oficerskie w WSOWL we Wrocławiu dla absolwentów uczelni medycznych w 2014 roku zaplanowano 15  miejsc. W ramach tego limitu mamy przenikanie takich specjalności: lekarzy – 6, fizyko-biochemików – 2, pielęgniarstwa – 2, farmaceutów – 1, lekarzy weterynarii – 1, psychologów – 1, ratownictwa medycznego – 2.

Szkoły podoficerskie

Od 2004 roku istniało 8 szkół podoficerskich podlegających pod dowódców danego rodzaju sił zbrojnych, które prowadziły nabór ze środowiska cywilnego i kształciły przyszłych podoficerów w systemie 11-12 miesięcznym. Ostatni nabór w 2009 roku prowadziła tylko Szkoła Podoficerska Służb Medycznych w Łodzi i Sił Powietrznych w Dęblinie.

Wojskowe szkoły podoficerskie kształciły zbyt mało absolwentów. Poziom nauczania w większości szkół był niewystarczający w stosunku do potrzeb nowoczesnej armii. W ocenie Najwyższej Izby Kontroli, która prowadziła kontrolę w 2008 roku, system pozyskiwania  i kształcenia na potrzeby Sił Zbrojnych RP kandydatów na żołnierzy zawodowych w szkołach podoficerskich nie zapewniał dopływu pożądanej przez polską armię liczby podoficerów odpowiednio przygotowanych do bezpośredniego dowodzenia podporządkowanymi im żołnierzami.(…). Efektywność prowadzonej przez szkoły działalności dydaktycznej ograniczana była przede wszystkim brakiem możliwości stosowania odpowiedniej ilości i jakości sprzętu wspomagającego proces szkolenia oraz niską obsadą etatową, w szczególności kadry instruktorskiej .

W 2010 roku w wyniku wcześniejszej kontroli NIK i głównego zarzutu nie wykorzystania możliwości szkoleniowych szkół podjęto decyzję o likwidacji szkół podoficerskich. Od 2011 roku funkcjonują 3 Szkoły Podoficerskie: Wojsk Lądowych w Poznaniu, Sił Powietrznych w Dęblinie oraz Marynarki Wojennej w Ustce, które zostały podporządkowane organizacyjnie pod komendantów centrów szkolenia.

Zasadniczym zadaniem szkół jest przygotowanie dowódców dysponujących niezbędnym zakresem wiedzy i umiejętności do dowodzenia drużyną. W wyniku zmian organizacyjno-strukturalnych wprowadzono nowy model kształcenia oraz sposób rekrutacji do szkół, przyjmując główne źródło naboru kandydatów spośród szeregowych zawodowych. Środowisko cywilne będzie źródłem uzupełniającym pozyskiwania kandydatów na specjalności deficytowe. Czas szkolenia dla szeregowych zawodowych wynosi 6 miesięcy a dla kandydatów bez przeszkolenia wojskowego  - 9 miesięcy .

Obecnie jedynie SPWL  w Poznaniu corocznie ze środowiska cywilnego prowadzi rekrutację muzyków (wymagane jest świadectwo szkoły muzycznej II stopnia). W 2013 roku limit wynosił 32 miejsca, w 2014 limit przewidziano na 35 miejsc.

Od 2010 roku w ogóle nie pozyskuje się i nie szkoli w specjalnościach deficytowych np.  pielęgniarka, ratownik medyczny, technik obsługi samolotu.  Pomimo głównego naboru wewnętrznego, czyli szkoleniu szeregowych na podoficerów, powinno się dalej szkolić pozyskanych cywilnych kandydatów w małych grupach,  tak jak muzyków.

Obecnie specjalności takie jak pielęgniarka czy ratownik medyczny w sposób niekontrolowany w niewielkich ilościach przenikają do struktur wojska jedynie poprzez służbę przygotowawczą na potrzeby szeregowych.

Największy problem obecnie ma służba inżynieryjno-lotnicza (sil), gdzie czas potrzebny na wyszkolenie technika obsługi samolotu oraz uzyskanie samodzielności przy obsłudze sprzętu, może wynieść trzy lata.

W szkołach podoficerskich kształcenie było 12 miesięczne, obecnie wynosi 6 miesięcy dla szeregowych i 9 miesięcy dla muzyków.  Dla specjalności innych nie ma opracowanych programów szkolenia.  Należy  tym sposobem pozyskiwać kandydatów w specjalnościach deficytowych i stworzyć system, umożliwiający  w przyszłości elastyczne reagowanie na potrzeby wojska.

 

Artur Kolski